WordPress i ja. Zapie*dzielam jak Rakieta!

wordpress

WordPress wciąga. Bardzo.

Sie­dzę i mie­szam w moty­wa­ch, usta­wie­nia­ch, wtycz­ka­ch…

Zapi­su­ję się na new­slet­te­ry o Word­Pres­sie. Kom­bi­nu­ję jak koń pod gór­kę. I muszę przy­znać, że jestem co raz bar­dziej zado­wo­lo­na z efek­tów.

Fakt, do blo­gów pro­fe­sio­na­li­stów mi dale­ko, ale jestem na dobrej dro­dze do ulep­sze­nia moje­go pro­duk­tu. Pro­duk­tu — jak to zabrzmia­ło.

Dotych­czas moim “pro­duk­tem” były tre­ści. Głów­nie te, któ­re pisy­wa­łam (nadal pisu­ję) na zamó­wie­nie. Pro­duk­tem były (cią­gle są) moje “szu­fla­do­we not­ki”. Ale nigdy wygląd. Nigdy nie sku­pia­łam się nad tym JAK moje arty­ku­ły mają pre­zen­to­wać się jako cało­ść. Owszem, jako czę­ść cało­ści tak, ale nigdy jako cało­ść. Cho­le­ra! to wcią­ga. To wcią­ga tak bar­dzo, że pomy­sły na tek­sty zapi­su­ję w tele­fo­nie w for­mie mp3 z zało­że­niem, że kie­dyś je roz­wi­nę. A póki co bawię się Word­Pres­sem.

Dawno, dawno temu…

…jakieś 6−7−8 lat wste­cz, gdy pierw­szy raz usły­sza­łam, że Word­Press ist­nie­je, stwier­dzi­łam, że NIGDY! PRZE-NI-GDY!! Że to nie moja baj­ka. Że ja się do tego nie nada­ję. Dłu­go doj­rze­wa­łam do decy­zji. W koń­cu cie­ka­wo­ść, upór, “ja wam wszyst­kim poka­żę”, zwy­cię­ży­ły.

Mój Luby jest zawo­do­wo zwią­za­ny z sze­ro­ko rozu­mia­ną infor­ma­tycz­no-kom­pu­te­ro­wo-sie­cio­wą Stro­ną Mocy. Ja zawsze byłam huma­nist­ką. Lek­cje infor­ma­ty­ki w szko­le śred­niej odbęb­ni­łam sie­dząc na pod­ło­dze pod ścia­ną i czy­ta­jąc książ­ki. Gdy byłam w dru­giej kla­sie dosta­łam zakaz zbli­ża­nia się do kom­pu­te­rów. Odgór­ny. Po tym, jak wywa­li­łam całą sieć w szko­le (zabi­łam inter­net). W tam­ty­ch zamierz­chły­ch cza­sa­ch to wca­le nie było takie trud­ne. Pamię­tam, jak bab­ka z infor­ma­ty­ki kaza­ła mi wyłą­czyć kom­pu­te­ry w sali infor­ma­tycz­nej. Mówi­łam, że nie umiem. Nie słu­cha­ła. Mój dzia­dek był elek­try­kiem. Zawsze powta­rzał, że naj­le­piej odciąć głów­ne zasi­la­nie. Zna­la­złam naj­waż­niej­szą (według mnie wtycz­kę) i wyję­łam ją z gniazd­ka. Podzia­ła­ło. Padły wszyst­kie kom­py w całej szko­le. Padł net. Wszyst­ko padło. Padły też nastro­je w sekre­ta­ria­cie i poko­ju nauczy­ciel­skim. Po tym incy­den­cie dowie­dzia­łam się, że do kom­pu­te­rów nie wol­no mi się zbli­żać i za wyko­na­nie pole­ce­nia mam gwa­ran­to­wa­ną tró­ję na koniec. Byłam usa­tys­fak­cjo­no­wa­na. Trója z infor­ma­ty­ki to było marze­nie. Dobrze, ze marze­nia się speł­nia­ją 🙂

Obecnie spełnia się moje kolejne marzenie.

Zazna­czam swo­je miej­sce w blo­gos­fe­rze. Nawet jeśli tyl­ko dla sie­bie, to i tak war­to. Choć, muszę przy­znać bez bicia, że kieł­ku­je tam gdzieś we mnie cicha nadzie­ja, że może, kie­dyś znaj­dzie się ktoś, kto zatrzy­ma się tu na dłu­żej. Albo na chwi­lę.

Poblo­gu­je­my — zoba­czy­my.

 

Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on Twitter0Share on LinkedIn0Pin on Pinterest0
Pomóż mi dotrzeć do inny­ch. Podaj dalej, udo­stęp­nij, twe­et­nij. Dzię­ku­ję 🙂
  • Uczę się Word­Pres­sa rów­no rok. I do dzi­siaj nie umiem zro­bić ład­nej stro­ny. Chy­ba są jed­nak anty­ta­len­ty tech­nicz­ne 🙁

  • Trze­ba się w tym Word­Pres­sie zako­chać 🙂 Ja nie sądzi­lam, że kie­dy­kol­wiek to powiem (napi­szę), ale dla mnie Word­Press powo­li sta­je się lek­ko uza­leż­nia­ją­cy 🙂 Kom­bi­nu­ję i wymy­ślam. Mie­szam i zmie­niam. I cho­le­ra — podo­ba mi się 🙂 Pró­buj, bo war­to 🙂

  • Jak się chce mieć swo­ją stro­nę, to w zasa­dzie nie ma wybo­ru 😉 Po praw­dzie do tej pory znam parę pod­sta­wo­wy­ch funk­cji pozwa­la­ją­cy­ch na doda­nie nowe­go wpi­su, zro­bie­nie cze­goś tam, żeby wsta­wić zdję­cia — ale to wszyst­ko. O zmia­na­ch usta­wień czy zaba­wa­ch wtycz­ka­mi wolę nie myśleć — raz pró­bo­wa­łem zmie­nić nazwę i adres, i mi się wszyst­ko wywa­li­ło. Do dzi­siaj nie mam poję­cia, co zro­bi­łem nie tak — niby wszyst­ko zgod­nie z instruk­cją, a tu kla­pa total­na. Tak­że nazwa stro­ny pozo­sta­je “pro­to­ty­po­wa”, bo nie potra­fię zmie­nić. Od tam­tej pory boję się cze­go­kol­wiek ruszać, żeby zno­wu stro­ny (pra­wie) nie stra­cić.
    Z tym, że ja nie mam kogo pro­sić o pomoc.