Kłótnie w związku vs zero awantur — historia pewnego małżeństwa.

Czy kłótnie w relacja damsko-męskich są tak oczywiste, jak odychanie? Czy znacie pary, które nigdy się nie kłócą? Nie chodzi mi o herod-babę i pantoflarza, albo o tyrana i zastraszoną kobietę, ale o związki oparte na wzajemnym szacunku i miłości.

Związek bez kłótni? Czy to w ogóle możliwe? 

Jak stwo­rzyć taki zwią­zek, w któ­rym wszyst­ko będzie gra­ło? Jak unik­nąć nie­po­trzb­ny­ch napięć, nie­po­ro­zu­mień, kłót­ni i awan­tur? Jak oszczę­dzić zasta­wę sto­ło­wą po bab­ci (ewen­tu­al­nie tę z Ikei)? Jak spra­wić, żeby “lata­ją­ce tale­rze” koja­rzy­ły nam się jedy­nie z UFO, a nie z wybu­cha­mi nega­tyw­ny­ch emo­cji? Czy to w ogó­le jest moż­li­we, żeby w rela­cji dam­sko-męskiej było spo­koj­nie, bez awan­tur, bez zło­ści, żalu do dru­giej oso­by? Czy, w momen­cie, gdy jesteś wście­kła, potra­fi­sz roz­ma­wiać z part­ne­rem bez uszczy­pli­wo­ści, cham­stwa i zło­śli­wo­ści? Czy on potra­fi Cię wysłu­chać, nie prze­ry­wa­jąc Ci?

I znowu sięgnę do swojego doświadczenia.

Ja i mój ex-mąż.

On był oazą cier­pli­wo­ści i spo­ko­ju. Ja wybu­cha­ja­cym wul­ka­nem. On uwiel­biał ludzi, był duszą towa­rzy­stwa, kochał być w cen­trum uwa­gi, cenił, gdy ludzie go słu­cha­li i podzi­wia­li. Ja pre­fe­ro­wa­łam małe gro­no spraw­dzo­ny­ch przy­ja­ciół, nie musia­łam grać pierw­szy­ch skrzy­piec, potra­fi­łam słu­chać.

Teo­re­tycz­nie — paso­wa­li­śmy do sie­bie. Mówią, że prze­ci­wień­stwa się przy­cią­ga­ją. Owszem — przy­cią­ga­ją, tyl­ko czy łatwo żyć w związ­ku, w któ­rym dwie oso­by wyzna­ją zupeł­nie inne war­to­ści? Takie połą­cze­nie total­nie róż­ny­ch cha­rak­te­rów może być eks­cy­tu­ją­ce. W naszym związ­ku zawsze coś się dzia­ło. Ale to “coś” nie zawsze było dobre.

Wypro­wa­dzić go z rów­no­wa­gi było wyzwa­niem. Codzien­nie to wyzwa­nie podej­mo­wa­łam i pra­wie zawsze wygry­wa­łam. Czy robi­łam to celo­wo? Nie. Po pro­stu ja mia­łam swo­je zda­nie, on miał swo­je zda­nie — nie potra­fi­li­śmy osią­gnąć kom­pro­mi­su. Dla­cze­go? Bo już na samym począt­ku nasze­go związ­ku popeł­ni­li­śmy kary­god­ny błąd. Nie prze­dys­ku­to­wa­li­śmy pod­sta­wo­wy­ch pojęć, taki­ch jak uczci­wo­ść, zaan­ga­żo­wa­ni, prze­strzeń oso­bi­sta, miło­ść, wier­no­ść, itd.

Za takie błędy się płaci. 

Nie­ste­ty, w trak­cie trwa­nia nasze­go związ­ku (któ­ry ze zwy­kłe­go “spo­ty­ka­nia się” — po kil­ku lata­ch — prze­ro­dził się w mał­żeń­stwo), oka­za­ło się, że mamy inne prio­ry­te­ty, inne spoj­rze­nie na świat, inne rze­czy są dla nas waż­ne i ina­czej rozu­mie­my naszą rela­cję.

Dlaczego nie dostrzegaliśmy tego od razu, na samym początku? 

Otóż na począt­ku są motyl­ki w brzu­chu, zauro­cze­nie i zgub­na ten­den­cja do ide­ali­zo­wa­nia part­ne­ra, do przy­my­ka­nia oka na jego wady. Co wię­cej wady oso­by, w któ­rej jeste­śmy zako­cha­ni, czę­sto wyda­ją nam się nie­win­ne i takie słod­kie. Z cza­sem jed­nak — gdy mija faza zako­cha­nia — gdy poziom hor­mo­nów, któ­re nami ste­ro­wa­ły, powo­li wra­ca­ja do nor­my, zaczy­na­my dostrze­gać part­ne­ra takim, jakm jest, a nie takim jakim wyda­wa­ło nam się, że jest. Tak też było w naszym przy­pad­ku. Począ­tek był różo­wy - potem powo­li wszyst­ko zaczy­na­ło blak­nąć. Wciąż było kolo­ro­wo, ale już z nutą sza­ro­ści — gdzieś w tym momen­cie pobra­li­śmy się. Osta­tecz­nie, gdy byli­śmy już dłuż­szą chwi­lę po ślu­bie, wszyst­ko zsza­rza­ło. Zako­cha­nie wypa­ro­wa­ło, poja­wi­ło się przy­zwy­cza­je­nie.

I tak jak na począt­ku naszej rela­cji, jesz­cze było okey, tak nasze mał­żeń­stwo było cią­głym polem wal­ki. Spo­koj­nie bywa­ło wła­ści­wie tyl­ko wte­dy, gdy prze­by­wa­li­śmy z dala od sie­bie, lub sie­dzie­li­śmy zato­pie­ni każ­dy w swo­im świe­cie (ja mia­łam pra­cę, on gry kom­pu­te­ro­we). W momen­cie, gdy pró­bo­wa­li­śmy roz­ma­wiać na jakiś temat, ropę­ty­wa­ło się pie­kło. I nie było waż­ne czy roz­trzą­sa­li­śmy bła­host­kę w sty­lu “jak spę­dzi­my week­end”, czy pró­bo­wa­li­śmy doj­ść do kom­pro­mi­su w spra­wie kup­na samo­cho­du, prak­tycz­nie zawsze docho­dzi­li­śmy do punk­ty, w któ­rym nasze zda­nia były zupeł­nie róż­ne. A ponie­waż i ja, i on nale­ży­my do tych bar­dzo upar­ty­ch — żad­ne z nas nie chcia­ło ustą­pić. Byli­śmy nasta­wie­ni na “ja mam racje”. Z tego punk­tu do awan­tu­ry był już tyl­ko krok.

Decyzja ostateczna. 

Po kil­ku lata­ch mał­żeń­stwa, któ­re ewi­dent­nie nie nale­ża­ło do uda­ny­ch, pod­ję­łam decy­zję: odcho­dzę. On nie chciał się zgo­dzić. Mówił, że mnie kocha, że nie może beze mnie żyć. To nie była miło­ść, lecz stra­ch. Oba­wa przed samot­no­ścią była dla nie­go tak prze­ra­ża­ją­ca, że wolał tkwić w tok­sycz­nej rela­cji, któ­ra nisz­czy­ła zarów­no jego jak i mnie., niż zakoń­czyć nasz zwią­zek, by móc zacząć budo­wać wszyst­ko od nowa. Co wię­cej, gdy poja­wi­ła się groź­ba moje­go odej­scia, on nagle zaczął sie zmie­niać. Sta­rał się być takim face­tem, jakie­go potrze­bo­wa­łam. Napraw­dę się sta­rał. Przez jakiś mie­siąc.

Byłam jed­nak nie­ugię­ta. Następ­ne­go dnia po tym, gdy mu powie­dzia­łam, że odcho­dzę — wypro­wa­dzi­łam się. Kil­ka dni póź­niej zło­ży­łam papie­ry roz­wo­do­we. Nie mie­li­śmy dzie­ci, to uła­twi­ło pod­ję­cie decy­zji i kon­se­kwent­ną reali­za­cję. Final­nie roz­wie­dli­śmy się w nie­ca­ły rok od mojej wypro­wadz­ki.

W międzyczasie poznałam Współczesnego. 

Wyda­wał się być zupeł­nym prze­ci­wień­stwem moje­go (wte­dy jesz­cze) meża. Spo­koj­ny, zrów­no­wa­żo­ny, ogar­nię­ty. Nie­mal­że per­fek­cyj­ny.

Wie­dzia­łam jed­nak, że bar­dzo latwo jest ide­ali­zo­wać oso­bę, któ­ra tak bar­dzo róż­ni się od part­ne­ra, z któ­rym zwią­zek się nie udał. Nie chcia­łam wdep­nąć w kolej­ne wiel­kie G. Dla­te­go na samym począt­ku naszej zna­jo­mo­ści posta­no­wi­łam, że tym razem nie dam się ponie­ść emo­cjom i nie będę nie­wol­ni­ki­cą hor­mo­nów. Solen­nie sobie przy­rze­kłam, że dopusz­czę do gło­su roz­są­dek. Tak też zro­bi­łam.

To było w nocy. Nie mogłam usnać, moje myśli krą­ży­ły pomię­dzy dwo­ma face­ta­mi. Moim jesz­cze-mężem i Współ­cze­snym (któ­ry wte­dy Współ­cze­nym jesz­cze nie był). 9 lat kon­tra 3 tygo­dnie zna­jo­mo­ści. Coś co znam (co nie jest dobre, ale jest pew­ne, zna­ne i sta­bil­ne) VS total­na nowo­ść. Współ­ny dom VS “nie mamy się gdzie podziać”. Zro­bi­łam sobie nawet “tabe­lę porów­naw­czą”, w któ­rą wpi­sa­łam posta­wo­we fak­ty. By mieć czar­no na bia­łym. By móc pomy­śleć i prze­ana­li­zo­wać.

Po ana­li­zie doszłam do wnio­sku: lepiej żało­wać, że coś się zro­bi­ło, niż żało­wać, że nic się nie zro­bi­ło. By jed­nak nie porwać się z moty­ką na słoń­ce, posta­no­wi­łam już na samym począt­ku spraw­dzić czy ja i jesz­cze-nie-Współ­cze­sny mamy spój­ną wizję świa­ta.

Lista.

Przy­go­to­wa­łam listę 30 pojęć, któ­re chcia­łam z nim prze­dys­ku­to­wać przy następ­nym spo­tka­niu. Jak posta­no­wi­łam, tak zro­bi­łam. Chy­ba nigdy nie zapo­mnę tam­tej roz­mo­wy. Wsia­dłam do jego samo­cho­du i obwie­ści­łam: “musi­my poroz­ma­wiać”. Wyję­łam zeszyt z wypi­sa­ny­mi “tema­ta­mi do roz­mo­wy”, wytłu­ma­czy­łam dla­cze­go to, według mnie, jest takie waże. I zaczę­łam od pierw­sze­go punk­tu. I tak, punk po punk­cie, dobrnę­li­śmy do koń­ca.

Całym ser­cem wie­rzę w to, że dzię­ki tej liście oraz szcze­rej roz­mo­wie, zbu­do­wa­li­śmy zwią­zek, w któ­rym panu­je nie­mal­że ide­al­na har­mo­nia. Jest wza­jem­ny sza­cu­nek, cier­pli­wo­ść i miło­ść. Jest czas i miej­sce zarów­no na wspól­ne spę­dza­nie cza­su, jak i na nie­za­leż­no­ść i prze­strzeń oso­bi­stą. Z jed­nej stro­ny moja i Współ­cze­sne­go rela­cja jest spo­koj­na i zrów­no­wa­żo­na, a z dru­giej stro­ny peł­na pasji i namięt­no­ści. Stwo­rzy­li­śmy taki zwią­zek, w jakim zawsze pra­gnę­łam być. Jeste­śmy wobec sie­bie szcze­rzy i uczci­wi, roz­ma­wia­my dosłow­nie o w szyst­kim. I nigdy się nie kłó­ci­my. Oczy­wi­ście nie ozna­cza to, że zawsze mamy takei samo zda­nie na każ­dy temat. Po pro­stu potra­fi­my roz­ma­wiać bez cham­stwa, uszczy­pli­wo­ści czy pod­nie­sio­ne­go gło­su. I nie, nie jest nud­no.

A godze­nie się w łóż­ku po kłót­ni jest prze­re­kla­mo­wa­ne i bar­dzo nie­zdro­we.

Oto moja lista 30 tema­tów do prze­dys­ku­to­wa­nia, zanim na poważ­nie zaan­ga­żu­je­sz się w zwią­zek.

  1. szcze­ro­ść
  2. uczci­wo­sć
  3. zaufa­nie
  4. wier­no­ść
  5. zdra­da
  6. seks
  7. miło­ść
  8. zwią­zek
  9. przy­ja­źń
  10. part­ner­stwo
  11. akcep­ta­cja
  12. ela­stycz­no­ść
  13. humor
  14. odda­nie
  15. bli­sko­ść
  16. wspar­cie
  17. zro­zu­mie­nie
  18. sza­cu­nek
  19. zaan­ga­żo­wa­nie
  20. kom­pro­mis
  21. odpo­wie­dzial­no­ść
  22. tole­ran­cja
  23. samo­dziel­no­ść
  24. swo­bo­da
  25. prze­strzeń oso­bi­sta
  26. wol­no­ść
  27. nie­za­leż­no­ść
  28. bez­pie­czeń­stwo
  29. pew­no­ść
  30. lojal­no­ść

Kolej­no­ść jest przy­pad­ko­wa. Z per­spek­ty­wy cza­su widzę, że bra­ku­je tema­tów: rodzi­na, dziec­ko, poród, finan­se, i kil­ku inny­ch. Nie mniej jed­nak — jak na począ­tek — to jest już coś.

Masz jakieś swo­je pomy­sły? Coś byś doda­łą? Uwa­ża­sz, że coś jest zbęd­ne? Podziel się w komen­ta­rzu pod arty­ku­łem 🙂 Dzię­ku­ję 🙂 

 

Share on Facebook6Share on Google+0Tweet about this on Twitter0Share on LinkedIn0Pin on Pinterest0
Pomóż mi dotrzeć do inny­ch. Podaj dalej, udo­stęp­nij, twe­et­nij. Dzię­ku­ję 🙂