Życzliwość nie wymaga uzasadnień.

życzliwość

To był serial. Tego jestem pewna.

Zawsze, gdy oglą­dam tele­wi­zję, czy­tam książ­kę, prze­glą­dam maga­zyn, czy po pro­stu z kimś roz­ma­wiam, dużą uwa­gę zwra­cam na sło­wa. Gdy pada coś cie­ka­we­go, notu­ję to. Na kart­ce papie­ru, ser­wet­ce, w note­sie, w tele­fo­nie (tak jak wte­dy, w nocy). Zale­ży co mam pod ręką. Jeśli nie mam nic, sta­ram się noto­wać w pamię­ci. Nie­ste­ty, to nie jest takie pro­ste w cza­sa­ch, gdy umy­sł w każ­dej sekun­dzie jest ata­ko­wa­ny nie­zli­czo­ną ilo­ścią infor­ma­cji.

Pamię­tam jed­nak, że te sło­wa “życz­li­wo­ść nie wyma­ga uza­sad­nień”, usły­sza­łam któ­re­goś wie­czo­ru. Padły w któ­rymś seria­lu. “Dr. House”, albo “Bones”. Swą mocą wywier­ci­ły mi przy­sło­wio­wą dziu­rę w brzu­chu. Już wte­dy wie­dzia­łam, że nadej­dzie dzień, gdy sta­ną się osią arty­ku­łu na tym blo­gu.

Czmym jest życzliwość? Kim jest osoba życzliwa?

Życz­li­wy czło­wiek to taki, któ­ry jest przy­ja­zny innym ludziom, chce ich dobra i jest w sta­nie wie­le poświę­cić w tym celu, aby innym ludziom dzia­ło się lepiej. Mniej wię­cej tak brzmi defi­ni­cja Wiel­kie­go Słow­ni­ka Języ­ka Pol­skie­go. A tak po ludz­ku? Bycie życz­li­wym, to ni mniej, ni wię­cej tyl­ko bycie uprzej­mym, bez­in­te­re­sow­nym, pomoc­nym i nasta­wio­nym na potrze­by dru­gie­go czło­wie­ka. Nawet takie­go, któ­ry nie jest nam bli­ski, czy nawet zna­ny. Życz­li­we­go czło­wie­ka nie oba­wia­ła­byś się spo­tkać w ciem­nym zauł­ku.

A na przykładzie?

Wyobraź sobie, jesteś w auto­bu­sie. Sie­dzi­sz, czy­ta­sz pasjo­nu­ją­cą powie­ść. Przed Tobą jesz­cze 7 przy­stan­ków, czy­li jakieś 20 minut jaz­dy. Wie­le prze­czy­ta­ny­ch stron. Albo i nie. Wcho­dzi kobie­ta. Nie sta­ra, ale star­sza. Albo star­szy męż­czy­zna. Dziew­czy­na — młod­sza od Cie­bie — ale w cią­ży albo nasto­la­tek z gip­sem na nodze. Może­sz sie­dzieć i dalej zanu­rzać się w lek­tu­rze. Ale może­sz też wyka­zać się empa­tią, życz­li­wo­ścią wła­śnie i ustą­pić miej­sca. Co robi­sz? Jak się zacho­wu­je­sz? Uda­je­sz, że nie widzi­sz? Czy wrę­cz prze­ciw­nie, od razu wsta­je­sz i pro­po­nu­je­sz swo­je miej­sce oso­bie, któ­ra — według Cie­bie — potrze­bu­je więk­sze­go kom­for­tu pod­czas podró­ży?

Załóż­my, że wsta­je­sz. Masz 20, 30, albo 40 lat, może nawet 50 lub 60. Nie­waż­ny jest Twój wiek, nie waż­ny jest wiek oso­by, któ­rej chce­sz ustą­pić miej­sca. Liczą się Two­je INTENCJE. Co Tobą powo­du­je? Jakie masz w sobie uczu­cia, gdy widzi­sz uśmie­ch (wdzięcz­no­ści) na twa­rzy dru­giej oso­by? Czy przej­mu­je­sz się spoj­rze­nia­mi inny­ch? Być może są drwią­ce (o tak! to się zda­rza nazbyt czę­sto) albo zakło­po­ta­ne (“prze­cież ja też mogłem/mogłam wstać). Roz­po­zna­je­sz sie­bie w takiej sytu­acji? Gdzie jesteś? Czy wła­śnie wsta­łaś? A może sie­dzi­sz dalej i uda­je­sz, że Cie­bie to nie doty­czy?

Ale czy warto?

By być życz­li­wą oso­bą, wystar­czą drob­ne gesty. Poda­nie ręki, prze­pro­wa­dze­nie na dru­gą stro­nę, pod­wie­zie­nie do leka­rza, cza­sem zwy­kła roz­mo­wa, uśmie­ch, dotyk dło­ni. To nic skom­pli­ko­wa­ne­go. Każ­dy to potra­fi, jeśli speł­nia tyl­ko jeden waru­nek: NIE LICZY NA NIC W ZAMIAN. Bo czło­wiek życz­li­wy jest bez­in­te­re­sow­ny. Po pro­stu CHCE być miły, uprzej­my, liczy się z dru­gim czło­wiekm, z jego uczu­cia­mi.

HOLA, hola, ale jak to?” — pomy­śli­sz — “Mam być miła i uprzej­ma, nie dosta­jąc nic w zamian?” — Tak, masz pra­wo zare­ago­wać w ten spo­sób. Może­sz się oba­wiać, że jeśli raz, dru­gi, trze­ci zro­bi­sz coś z dobro­ci ser­ca, a nic za to nie dosta­nie­sz, poczu­je­sz się wyko­rzy­sta­na. Owszem, może się zda­rzyć, że ktoś dostrze­że Two­ją dobroć i zacznie Cię nagmin­nie wyko­rzy­sty­wać (tok­sycz­ne rela­cje nie­ste­ty zda­rza­ją się bar­dzo czę­sto). Ale czy to zna­czy, że jeśli będzie­sz DAWAĆ, to nigdy nie dosta­nie­sz nicze­go w zamian?

Pamiętaj: karma wraca. “Co zasiejesz, to zbierzesz” mówi stare porzekadło.

Oglą­da­łaś może film “Podaj dalej” albo czy­ta­łaś książ­kę (być może wła­śnie w auto­bu­sie 😉 )? Chło­piec ma zada­nie do wyko­na­nia — ma pomóc trzem oso­bom. Poma­ga i w ten spso­ób roz­po­czy­na “łań­cu­szek szczę­ścia”. Fakt, film jest ckli­wy do bólu — ale jed­nak chwy­ta za ser­ce. Jeśli jesz­cze nie oglą­da­łaś — poszu­kaj, obej­rzyj. Może woli­sz wer­sję papie­ro­wą — wte­dy się­gnij po książ­kę.

A na chwi­lę obec­ną mała zajaw­ka. Zna­sz ten klip. Na pew­no. A jeśli nie — to pozy­tyw­nie Cię zasko­czy 🙂

Kar­ma wra­ca — pamię­taj.

Share on Facebook7Share on Google+0Tweet about this on Twitter0Share on LinkedIn0Pin on Pinterest0
Pomóż mi dotrzeć do inny­ch. Podaj dalej, udo­stęp­nij, twe­et­nij. Dzię­ku­ję 🙂