Jak przygotować się do WOJNY o pieniądze?

pieniądze

Ciągle się zastanawiasz gdzie są Twoje pieniądze?

Pra­cu­je­sz, zara­bia­sz, a w port­fe­lu echo, na kar­cie debet. To nie tak mia­ło być!

Rano idzie­sz do pra­cy. Wra­ca­sz po połu­dniu. Potem już nigdzie (albo pra­wie nigdzie) nie wycho­dzi­sz. No ok, siłow­nia, basen, spa­cer z psem — ale tam się prze­cież nie wyda­je kasy! Racja, w pią­tek lub w sobo­tę wyska­ku­je­sz na impre­zę — ale to jest prze­cież tyl­ko raz w tygo­dniu. Wyda­je Ci się, że żyje­sz oszczęd­nie, że roz­sąd­nie pod­cho­dzi­sz do swo­ich pie­nię­dzy. Czy jed­nak tak jest na pew­no?

Też tak miałam

Tkwi­łam kie­dyś w takiej samej mat­ni. Aż pew­ne­go dnia powie­dzia­łam sobie DOŚĆ! Posta­no­wi­łam coś zro­bić. Na począt­ku wyda­wa­ło się to sza­leń­stwem. Ale już po 2 tygo­dnia­ch mia­łam PLAN, któ­re­go reali­za­cja zaczę­ła przy­no­sić upra­gnio­ne efek­ty: nagle mia­łam wię­cej pie­nię­dzy. Były w port­fe­lu. Na kar­cie zmniej­sza­ło się zadłu­że­nie. Odnio­słam mały finan­so­wy suk­ces. Jak to zro­bi­łam? A co mi tam, poczy­taj sobie, może sko­rzy­sta­sz. A tak poważ­nie — zrób to co ja zro­bi­łam.

Zasto­suj mój “sekret”, a gwa­ran­tu­ję Ci, będzie­sz zasko­czo­na.

Od dziś, od teraz: zapisuj i zbieraj paragony.

Nie rób nic wię­cej tyl­ko kon­se­kwent­nie, przez MINIMUM tydzień, zapi­suj i zbie­raj wszst­kie para­go­ny. Nie zmie­niaj nawy­ków, zacho­wuj się dokład­nie tak jak zawsze. Bądź szcze­ra. Bądź uczci­wa. Weź notes i dłu­go­pis (ja oczy­wi­ście kupi­łam nowe, w koń­cu nowy pro­jekt — nowe narzę­dzia) i zapi­suj każ­dy, naj­mniej­szy nawet, wyda­tek. A każ­dy para­gon wkła­daj w jed­no wyzna­czo­ne do tego miej­sce.

Bilet na auto­bus -

Kawa w dro­dze do pra­cy -

Pączek do kawy -

Zło­tów­ka dla tego chło­pa­ka, któ­ry gra na gita­rze na dwor­cu -

W pra­cy sałat­ka na obiad -

Sok do sałat­ki -

Gaze­ta -

Zaku­py “do domu” (naj­le­piej, jeśli wpi­sze­sz każ­dą rze­cz z osob­na) -

Pre­zent dla Gosi/Marty/Jarka — zbli­ża­ją się uro­dzi­ny -

Nie­wy­da­ne 5 gro­szy, przy­po­mi­na­sz sobie? “a mogę być win­na?” No prze­cież nie będzie­sz się kłó­ci­ła o 5 gro­szy z panią w skle­pie!

A wie­czo­rem 20 zło­ty­ch na wyciecz­kę szkol­ną dla Jasia. Albo Mary­si. (Nie masz dzie­ci? Spo­ko, ja tez nie. Wła­śnie ura­to­wa­ły­śmy 20 zło­ty­ch :P)

I tak przez mini­mum tydzień.

MINIMUM!

Po tygo­dniu usią­dź i pod­su­muj.

Nie baw się w codzien­ne pod­li­cza­nie wydat­ków, bo to może wpły­nąć na Cie­bie i może­sz, po pro­stu po 2–3 dnia­ch zacząć “ciąć nie­po­trzeb­ne kosz­ta”, zadzia­ła pod­świa­do­mo­ść, nie Ty. A nie na tym pole­ga trick!

Bez szcze­ro­ści, bez uczci­wo­ści w sostun­ku do samej sie­bie, po pro­stu nie osią­gnie­sz suk­ce­su. Musi­sz — przez mini­mum tydzień — zacho­wy­wać się zupeł­nie nor­mal­nie, natu­ral­nie, jeśli kocha­sz wyda­wać kasę — to po pro­stu wyda­waj. Nie mniej, nie wię­cej, tyl­ko dokład­nie tyle, ile byś wyda­wa­ła, gdy­byś nicze­go nie noto­wa­ła.

Dla­cze­go?

Pozwól, że powo­łam się na Sun Tzu, jed­ne­go z naj­więk­szy­ch stra­te­gów wojen­ny­ch Dale­kie­go Wscho­du, auto­ra książ­ki “Sztu­ka wojen­na”.

Jeśli znasz siebie i swego wroga, przetrwasz pomyślnie sto bitew. Jeśli nie poznasz swego wroga, lecz poznasz siebie, jedną bitwę wygrasz, a drugą przegrasz. Jeśli nie znasz ni siebie, ni wroga, każda potyczka będzie dla Ciebie zagrożeniem.”

Otóż to! Naj­pierw musi­sz poznać wro­ga, by póź­niej móc go poko­nać! Zasta­nów się, kto jest wro­giem Two­ich finan­sów? Owszem, tak, masz abso­lut­ną rację. Wro­giem są te wspa­nia­łe wspa­nia­ło­ści, któ­re kuszą w skle­pie. Te baje­ranc­kie rekla­my, któ­re mówią, że wszyst­ko jest “must have”. Pani w spo­żyw­czym, któ­ra grzecz­nie pyta: “mogę być win­na 5 gro­szy?” Ale rów­nież Ty sama!

Tak. Ty. Sama. Jesteś. Wrogiem. Swoich. Finansów.

Dla­te­go przez mini­mum tydzień bądź sobą, żyj nor­mal­nie, tak jak dotych­czas, wyda­waj tak jak dotych­czas. I po pro­stu zapi­suj i zbie­raj para­go­ny. Nic nie licz, nie zasta­na­wiaj się, tyl­ko zapi­suj. Może­sz eks­pe­ry­ment pro­wa­dzić nawet przez 2 albo 3 tygo­dnie, nawet mie­siąc. W mię­dzy­cza­sie odszu­kaj wszyst­kie rachun­ki, któ­re pła­ci­sz co mie­siąc, albo kwar­tal­nie, lub rocz­nie — włóż je w jed­no miej­sce (na przy­kład w tecz­kę) i pocze­kaj na dru­gą czę­ść Woj­ny o kasę.

Gdy już Twój eks­pe­ry­ment dobie­gnie koń­ca, czy­li po tygo­dniu, dwó­ch, albo trzech, albo nawet po mie­siąu, wróć na blo­ga i spraw­dź JAK WYJŚĆ Z DŁUGÓW — dru­ga czę­ść woj­ny o kasę. 

Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on Twitter0Share on LinkedIn0Pin on Pinterest0
Pomóż mi dotrzeć do inny­ch. Podaj dalej, udo­stęp­nij, twe­et­nij. Dzię­ku­ję 🙂