Kolędy w kwietniu? Czy cierpisz na syndrom grzecznej dziewczynki?

Jestem nonkonformistką.

Zawsze byłam. Pró­by “pły­nię­cia z prą­dem” nigdy mi nie wycho­dzi­ły. Nigdy nie potra­fi­łam się zgo­dzić z czymś (lub kimś) dla “świę­te­go spo­ko­ju”. Od zawsze mówi­łam “nie” jeśli coś mi nie paso­wa­ło. Zna­jo­mym, rodzi­com, nauczy­cie­lom. Zawsze byłam sobą. Nigdy nie uda­wa­łam kogoś, kim nie jestem. Bycie sobą — wbrew pozo­rom — wca­le nie jest takie łatwe. Wycho­wa­nie, oto­cze­nie, media — to wszyst­ko wywie­ra pre­sję. Od naj­młod­szy­ch lat jeste­śmy ata­ko­wa­ne sry­liar­dem infor­ma­cji: to jest mod­ne, to jest dobre, to jest zdro­we, to wypa­da, a to jest pase!

Przepis na “szczęście”.

Postę­puj zgod­nie z tymi 3−5−7 zasa­da­mi a zdo­bę­dzie­sz przy­ja­ciół i zjed­na­sz sobie ludzi. Uśmie­chaj się i pota­kuj — będą cię lubi­li. Ład­nie się ubie­raj. Mod­ne sukien­ki, buci­ki na obca­sie — to jest pięk­ne i kobie­ce, bo prze­cież CHCESZ być pięk­na! Przyj­muj zapro­sze­nia na przy­ję­cia, nawet jeśli nie masz na nie ocho­ty — nie wypa­da odmó­wić. Jedz, co dają i mów, że ci sma­ku­je. Ah i nie zapo­mnij pochwa­lić naj­now­sze­go swe­ter­ka swo­jej przy­ja­ciół­ki (nie waż­ne, że wyglą­da w nim jak “idź-stąd-i-nie-wra­caj”, nie może­sz powie­dzieć jej praw­dy, bo mogła­byś ją ura­zić). Bądź miła i przy­ja­zna. Jak będzie­sz miła, to będzie­sz lubia­na. Będzie­sz mięc mul­tum zna­jo­my­ch, wie­lu przy­ja­ciół, znaj­dzie­sz chło­pa­ka, potem się pobie­rze­cie, uro­dzi­sz mu dzie­ci. Pamię­taj, żeby się zga­dzać z mężem, nie chce­sz prze­cież, żeby odsze­dł do innej. Pra­ca? Oczy­wi­ście! Ale naj­pierw musi­sz się uczyć z uśmie­chem na usta­ch. Nie maru­dź, idź na stu­dia. Potem staż (obo­wiąz­ko­wo bez­płat­ny, kole­ga posze­dł na pła­ty? ale on jest face­tem — on może). I naj­waż­niej­sze: naucz się parzyć świet­ną kawę. To waż­ne. Bo gdy już dosta­nie­sz pra­cę, to bez kawy ani rusz. Będzie­sz ją nosi­ła sze­fo­wi na srebr­nej tacy. Dla­cze­go? Co za głu­pie pyta­nie! Zawsze tak było.

Syndrom grzecznej dziewczynki.

My kobie­ty — jako dzie­ci — jeste­śmy pro­gra­mo­wa­ne, aby­śmy były miłe, dobre, uczyn­ne i uśmiech­nię­te. Byśmy postę­po­wa­ły zgod­nie z tym, co “dziew­czyn­kom przy­stoi”. Mamy się NIE wspi­nać na drze­wa. Mamy nosić spód­nicz­ki i trzy­mać się za rącz­ki. Grzecz­nie sie­dzieć i roz­ma­wiać. Abso­lut­nie nie wol­no nam się kłó­cić. Łagod­ne, spo­koj­ne, zrów­no­wa­żo­ne, poukła­da­ne — takie mają być dziew­czyn­ki. A chłop­cy? Chłop­cy mogą bie­gać, sza­leć, podrzeć spodnie. Mogą się pokłó­cić, dać sobie w nos. Dziew­czyn­ki tak się nie zacho­wu­ją. Takie pro­gra­mo­wa­nie owo­cu­je bra­kiem pew­no­ści sie­bie, nie­śmia­ło­ścią. Gor­szym star­tem na dro­dze zawo­do­wej. Ule­gło­ścią wobec pre­sji oto­cze­nia. Nie­ste­ty takie są fak­ty.

Kil­ka­na­ście lat temu, w fir­mie, w któ­rej pra­co­wa­łam, jeden z moich kole­gów zako­mu­ni­ko­wał sze­fo­wi, że chce pod­wyż­kę. Dostał ją. Był prze­cież dobrym pra­cow­ni­kiem i odważ­nym czło­wie­kiem, któ­ry potra­fi się wyce­nić. Kil­ka tygo­dni póź­niej posta­no­wi­łam, że ja też popro­szę o pod­wyż­kę. Dosta­łam czy­stą i jasną odpwie­dź: “cie­sz się, że masz pra­cę”. Czy byłam gor­szym pra­cow­ni­kiem? Nie. Czy wyko­ny­wa­łam swo­je obo­wiąz­ki z pasją i zaan­ga­żo­wa­niem? Oczy­wi­ście. Co wię­cej — moje kwa­li­fi­ka­cje zawo­do­we byly na wyż­szym pozio­mie, niż kole­gi, któ­ry pod­wyż­kę dostał. Po odpo­wie­dzi odmow­nej — ode­szłam z pra­cy. Od tam­te­go cza­su jestem sobie sama sze­fem. Na począt­ku nie było łatwo, ale dałam radę.

Nie­ste­ty taki­ch sytu­acji, gdy w fir­mie męż­czy­znom się uda­je, a kobie­tom nie — są tysią­ce. Dla­cze­go? Wszyst­ko przez syn­drom grzecz­nej dziew­czyn­ki. Od naj­młod­szy­ch lat mamy ule­gać pre­sji oto­cze­nia, sta­rać się by wszy­scy nas lubi­li, mamy być miłe i przy­ja­zne. Nie jeste­śmy uczo­ne tego, by wal­czyć o swo­je. Nie jeste­śmy nawet uczo­ne, by okre­ślać swo­je cele i prio­ry­te­ty. Prze­cież to oczy­wi­ste: prio­ry­te­tem jest rodzi­na, mąż, dziec­ko.

A ja mam to gdzieś.

Od zawsze postę­pu­ję zgod­nie z tym, w co wie­rzę. Czę­sto na prze­kór wszyst­kim i wszyst­kie­mu. Mam trzy­dzie­ści parę lat, nie mam (jesz­cze) dziec­ka, jestem po roz­wo­dzie. Pra­cu­ję na wła­sny rachu­nek. Nie mam sze­fa. Mam part­ne­rów biz­ne­so­wy­ch i klien­tów. Mam też wspa­nia­łe­go Part­ne­ra Życio­we­go  — Męż­czy­znę Współ­cze­sne­go — i poukła­da­ne pla­ny na przy­szło­ść. Moich przy­ja­ciół moż­na poli­czyć na pal­ca­ch jed­nej ręki. Nie sta­ram się być lubia­na. Jestem sobą. Nie mam syn­dro­mu grzecz­nej dziew­czyn­ki, za co bar­dzo dzię­ku­ję Rodzi­com. To dzię­ki nim i temu, jak mnie wycho­wa­li, osią­gam cele, któ­re sobie wyzna­czam. Dzię­ki nim lubię sie­bie. To oni nauczy­li mnie, że wszyst­ko jest moż­li­we, jeśli wystar­cza­ją­co moc­no się tego pra­gnie. To dzię­ki nim jestem kobie­tą, a nie sła­bą płcią.

Nie lubię “iść z prą­dem”. Nie słu­cham “dobry­ch rad”. Nie postę­pu­ję odpo­wied­nio “bo tak wypa­da”. Robię po swo­je­mu. Mówię, co myślę. Noszę ciu­chy, któ­re nie są tren­dy. Nie sku­bię brwi, by potem je sobie dory­so­wać (cho­ciaż to teraz takie mod­ne). Czy­tam to, co lubię, a nie to, co jest best­sel­le­rem (ale jak to? nie czy­ta­łaś “50 twa­rzy Greya”??). Tak samo jest z muzy­ką. Albo jesz­cze gorzej. Nie wiem nawet co jest “na topie”. Słu­cham tego, co mi się podo­ba. I tak na przy­kład, pusz­czam sobie kolę­dy w kwiet­niu. A co? Zabro­ni mi ktoś? Ostat­nio dopa­dła mnie chęć na kolę­do­wa­nie pod­czas Świąt z Zają­cem (może dla­te­go, że  w Irlan­dii jest cał­kiem inna tra­dy­cja niż w Pol­sce — pisa­łam o tym TUTAJ). I tak od kil­ku dni w moim domu roz­brzmie­wa­ją pio­sen­ki zespo­łu Pen­ta­to­nix, prze­pla­ta­ne oldies z YouTu­ba.

 

 

Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on Twitter0Share on LinkedIn0Pin on Pinterest0
Pomóż mi dotrzeć do inny­ch. Podaj dalej, udo­stęp­nij, twe­et­nij. Dzię­ku­ję 🙂