Zasada Brak Pustych Przebiegów, czyli jak zaczarować czas

zasada

Kiedyś miałam męża.

Mie­li­śmy duży dom. Ogrom­ny. 3 pię­tra. Miesz­ka­li­śmy tam tyl­ko my. Przy­naj­mniej przez jakiś czas. W tym domu moż­na się było zgu­bić. Moż­na się było gonić. Moż­na było miesz­kać ze sobą pod jed­nym dachem i nie widy­wać się przez cały tydzień.

Do tego był duży ogród. Ogród nale­żał przede wszyst­kim do psów. Do nas nale­żał, gdy trze­ba było sko­sić tra­wę, lub gdy chcie­li­śmy zro­bić ogni­sko albo gril­la.

W naj­bar­dziej odda­lo­nym od domu koń­cu ogro­du było miej­sce na pale­ni­sko. Uwiel­bia­li­śmy spę­dzać week­en­dy ze zna­jo­my­mi sie­dząc przy ogniu, pie­kąc kieł­ba­ski i świet­nie się bawiąc. Kocha­łam ten czas, gdy wszy­scy byli­śmy razem.

Kocha­łam week­en­dy, a z dru­giej stro­ny szcze­rze ich nie­na­wi­dzi­łam.

Ogar­nię­cie logi­stycz­ne “ogni­sko­wa­nia” było — deli­kat­nie mówiąc — wyzwa­niem. Naj­czę­ściej moim wła­snym, pry­wat­nym.

Prze­nie­sie­nie wszyst­ki­ch rze­czy z kuch­ni aż na koniec ogro­du — to były praw­dzi­we prze­mar­sze.

To wtedy wpadłam na zasadę BRAK PUSTYCH PRZEBIEGÓW.

Naj­pierw zaczę­łam ją sto­so­wać sama. Ale gdy zoba­czy­łam, że mój — obec­nie już ex-mąż — cho­dzi tam i z powro­tem z pusty­mi ręka­mi. To samo goście, to się po pro­stu wście­kłam. Cho­le­ra, tak nie może być. Wte­dy zro­dzi­ła się myśl: nie ma cho­dze­nia z pusty­mi ręka­mi.

Zasada jest prosta jak drut. I mega skuteczna. Dosłownie CZARUJE CZAS

Jed­na regu­ła — jeśli gdzieś idzie­sz — weź coś ze sobą. Idzie­sz do kuch­ni — zabie­rz z poko­ju pustą szklan­kę. Idzie­sz do skle­pu — po dro­dze wynieś śmie­ci. Idzie­sz do salo­nu — rozej­rzyj się wokół i zabie­rz do salo­nu to, co tam powin­no się znaj­do­wać, a obec­nie jest gdzie indziej.

My ludzie mamy w natu­rze nie odkła­da­nie rze­czy na miej­sce. No dobra — ja tak mam (mia­łam). Nagmin­nie gubi­łam kub­ki. Piłam kawę i zosta­wia­łam kubek tam, gdzie aku­rat mała czar­na się skoń­czy­ła. Nie jest to mega pro­ble­ma­tycz­ne, gdy miesz­ka się w kawa­ler­ce. Ale gdy miesz­ka się w domu, w któ­rym moż­na urzą­dzić mały hotel — to sta­je się pro­ble­mem. Nagle rano oka­zu­je się, że wszyst­kie kub­ki wyby­ły. I nie ma w czym wypić małej czar­nej.

Tak, zasa­da BRAKU PUSTYCH PRZEBIEGÓW zapo­bie­ga takim sytu­acjom 🙂 Moż­na ją sto­so­wać same­mu, owszem. Ale tysiąc razy lepiej jest zaan­ga­żo­wać całą rodzi­nę.

Ja “wyszko­li­łam” naj­pierw moje­go ówcze­sne­go męża, a potem moich gości. Dla nich nie było pro­ble­mem, by w trak­cie gril­la — idąc do łazien­ki na siku — zabrać ze sobą pustą butel­kę po piwie i zosta­wić na sto­le w kuch­ni. A dla mnie — jako gospo­dy­ni impre­zy — było to nie­sa­mo­wi­te uła­twie­nie. Sprzą­ta­nie następ­ne­go dnia oko­lic ogni­ska zaj­mo­wa­ło kil­ka minut, bo więk­szo­ść zosta­ła wyko­na­na jesz­cze w trak­cie impre­zy pod­czas NIE pusty­ch prze­bie­gów.

Oso­bi­ście sto­su­ję od lat. Pole­cam i Tobie.

Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on Twitter0Share on LinkedIn0Pin on Pinterest0
Pomóż mi dotrzeć do inny­ch. Podaj dalej, udo­stęp­nij, twe­et­nij. Dzię­ku­ję 🙂